Co robimy | AKTUALNOŚCI

Profesor Andrzej Milewicz Ambasadorem 1. Forum Wspierajmy Seniorów

2018-06-12

Szanowny Panie Profesorze, w ciągu wielu lat pracy zawodowej zrealizował Pan różne projekty badawcze i edukacyjne. Który z nich dał Panu najwięcej satysfakcji?

Myślę, że w tej chwili największą satysfakcję mam z programu, który może nie jest taką nauką przez wielkie N, ale który związany jest właśnie z seniorami. Starość wcale nie musi być taka smutna, straszna i samotna, bo w tym starzeniu najważniejszymi „hormonami młodości” jest to, żeby czuć się potrzebnym, być aktywnym, optymistycznie postrzegać świat i mieć też z kim porozmawiać. To jest strasznie ważne dla starszych osób, żeby odnalazły takiego interlokutora, który słucha, co one chcą powiedzieć. Widać, że ta idea jest bliska Państwa fundacji i to jest najbardziej optymistyczne, że są ludzie, dla których jest to ważne, którzy się tym interesują, którzy zastanawiają się nad pewnymi kwestiami związanymi z procesem starzenia, stanowiskiem młodej generacji wobec osób starszych i vice versa.

Cztery lata temu, dzięki Pana ogromnemu zaangażowaniu i wytrwałemu promowaniu polskiej medycyny w Europie, został zorganizowany we Wrocławiu XVI Kongres Europejskiego Towarzystwa Endokrynologicznego. Należy dodać, że po raz pierwszy w Polsce i po raz drugi w Europie Środkowo-Wschodniej. Skąd przekonanie, że Wrocław może konkurować i wygrywać z największymi europejskimi stolicami?

Miasto kreują ludzie. Wrocław miał szczęście do ludzi, bo wystarczy spojrzeć na tradycje naszego kilkusetletniego uniwersytetu, który wychował wielu noblistów. Teraz mamy również wspaniałe osobowości i ze świata nauki, i świata muzyki, i artystów plastyków, i zwykłych ludzi, którzy mają też bardzo cenne inicjatywy społeczne i są bardzo otwarci na ludzkie problemy. Myślę, że wszyscy, którzy do Wrocławia przyjeżdżają, widzą to i bardzo lubią tutaj wracać. Dlatego ogromnie się cieszyłem, że udało mi się wywalczyć ten kongres.

Spośród wielu ważnych projektów, w których Pan Profesor uczestniczył, należy wyróżnić badanie PolSenior, poświęcone ludziom starszym. Czy mógłby Pan Profesor o nim opowiedzieć? Jak jego wyniki wpłynęły na kształtowanie opieki zdrowotnej dla seniorów?

Projekt PolSenior był niezwykle istotny. Wydawałoby się, że powinien być strategicznym dokumentem dla Ministerstwa Zdrowia, które wyłożyło dość duże pieniądze na ten projekt badawczy. Obejmował on różne aspekty starzenia – od socjologicznych, psychologicznych, poprzez medyczne. Ten projekt byłby bardzo przydatny do ukształtowania jakiejś strategii polityki zdrowotnej, bo jeśli wiemy, jakie są najczęstsze choroby starszej generacji, to wiemy oczywiście od razu, jaka powinna być prewencja w tym kierunku, jakim chorobom powinniśmy zapobiegać. Niestety, nikt się tym specjalnie nie zainteresował. I to jest najsmutniejsze, bo organizowaliśmy konferencje, zapraszaliśmy różnych decydentów, a podsumowaniem wszystkiego była bardzo ciekawa, szeroko opracowana monografia.

Może teraz coś optymistycznego. Czy mógłby Pan Profesor opowiedzieć o swoich pasjach? Jak to możliwe, ze znajduje Pan czas na muzykę, sport i medycynę?

To jest jakby przypisane do mnie od dzieciństwa. Zacząłem w szkole podstawowej uprawiać sport. Występowałem czwórboju, to był rzut palantówką, skok w dal, skok wzwyż i bieg na 60 metrów. Reprezentowałem Wrocław na mistrzostwach Polski i zdobyliśmy nawet  wicemistrzostwo. Później uprawiałem siatkówkę i koszykówkę, lekkoatletykę też, jeszcze nawet próbowałem trenować dziesięciobój, ale jakoś zniechęciłem się do tego. Później było wioślarstwo, miałem przyjemność mieć kontakt z panem Zbigniewem Szwarcerem, olimpijczykiem i jednocześnie wspaniałym trenerem, pływać w ósemce i czwórce z moimi przyjaciółmi. Dziś moją pasją jest tenis, ale również windsurfing. Może nie pływam w sposób taki szalony jak mój syn, ale bardziej chilloutowy. To zmaganie się z wiekiem i wiatrem jest cudowne, daje wiarę i dmucha w ten żagiel życia człowieka.

A inne pasje?

Muzyka! Od liceum kolekcjonowałem płyty. Wtedy nie były tak szeroko dostępne płyty zachodnie, ale było takie czasopismo „Radar”, gdzie drukowano adresy różnych osób na całym świecie, które pisały o swoim hobby, m.in. muzyce i płytach. Wymieniałem się z nimi – wysyłałem im polskie płyty jazzowe, oni mi przysyłali swoje i w ten sposób zgromadziłem sporą płytotekę. Nawet w szkołach, a później w młodzieżowym domu kultury miałem prelekcje na temat jazzu! Do dziś mam dwa grube, oprawione w twardą okładkę roczniki czasopisma „Jazz”. Mój syn też pasjonuje się tą muzyką, więc mam nadzieję, że będzie to dla niego miła pamiątka. A propos jazzu, zawsze byłem zafascynowany saksofonem tenorowym i byłem chyba najstarszym uczniem Piotra  Barona , słynnego saksofonisty polskiego, który nauczył mnie grać z okazji ślubu mojego syna parę kawałków i nawet na tym ślubie zagrałem melodię z „Ojca Chrzestnego”. Zaskakujące. (śmiech)

Wspaniały prezent.

Później przestałem ćwiczyć, ale cały czas sobie obiecuję, że wrócę do tego. No i zawsze moją pasją było rysowanie. W ogóle miałem skłonność do sztuki. Byłem osobnikiem, że tak powiem, o duszy artystycznej.  Marzyłem o tym, żeby pójść do Torunia na konserwację zabytków, ale mój ojciec, który raczej trzymał mnie krótko, stwierdził, że jak wyjadę, to będzie pewnie dużo kłopotów. Zdecydował, że nie będę konserwować zabytków, tylko zdrowie ludzkie, w związku z tym zdawałem na medycynę. Tam spotkałem moją żonę, z którą do dziś jesteśmy razem, ponad 50 lat. To były bardzo miłe chwile. I żeby było śmiesznie, to w tym budynku, w którym dzisiaj rozmawiamy, w pokoju naprzeciwko mieszkałem z moimi rodzicami po przyjeździe do Wrocławia w 1948 roku. Przez ścianę mieszkał profesor Kaniowski, który zawsze śpiewał przy goleniu, do dziś to pamiętam. Było bardzo wesoło. Tu była klinika, którą prowadził pan profesor Falkiewicz. Później dopiero dostaliśmy mieszkanie na Biskupinie i tam się przenieśliśmy.

Wiem, że jest Pan też pasjonatem literatury.

Bardzo lubię czytać książki. W młodości pasjami pochłaniałem literaturę amerykańską, Hemingwaya, Salingera i mnóstwo innych. Trendy był też wtedy Sartre – nosiło się czarne golfy, mówiło się o egzystencjalizmie. To życie mi do tej pory upłynęło bardzo szczęśliwie, miałem szczęście przede wszystkim do spotykania miłych, dobrych ludzi. Myślę, że nie zmarnowałem tych siedemdziesięciu paru lat, które przeżyłem, starałem się też pomagać innym. Bardzo to lubię i do dziś to robię. Jestem już na emeryturze, ale kiedy tylko mogę, pomagam dotrzeć do właściwego specjalisty ludziom, którzy są często zagubieni, nie bardzo wiedzą, do kogo mają się zgłosić i jak dalej pokierować swoim problemem zdrowotnym.

Dziękuję bardzo, Panie Profesorze.